NieCoDziennik Ojca cz.3 Wkurzająca telewizja

Z każdym kolejnym dniem telewizja wkurza mnie co raz bardziej. Nie ważne czy państwowa czy prywatne. Wszystkie w jednakowym stopniu. Oferowany przez nich przekaz medialny staje się wręcz miałki i bezpłciowy.  Produkowane  zaś programy generalnie kierowane są chyba do ćwierinteligentów, którzy nie zdolni są już do samodzielnego myślenia oraz określania tego co dobre, a co złe.  Bo jak inaczej można okreslić działania, gdy bohaterami dnia, tygodni czy wręcz miesięcy stają się patologiczni rodzice krzywdzący własne dzieci? Z każdej strony brutalnie atakują  nas informacje o kolejnych wyrodnych rodzicach, pseudoopiekunkach przywiązujących przedszkolaki do krzesełek, bo te nie chcą zjeść obiadu bez poruszania wszystkimi członkami ciała. Na każdym kroku widać jedynie pogoń za tanią sensacją.  

Jak tak patrze na to wszystko z boku, to dochodzę do jedynego słusznego (zdaniem mediów oczywiście) wniosku, że Polacy nie nadają się na rodziców i czym prędzej należy uchwalić prawo stanowoczo zabraniajace prokreacji i płodzenia dzieci. Najlepiej od razu wprowadzić pomysły rodem z renesansowych utopii, zakładające wychowanie dzieci, czyli przyszłych obywateli przez aparat państwowy. Po prostu istna paranoja.

Ludzie nie dajmy się zwariować. Po pierwsze nie każdy rodzic jest zły. Po drugie polscy rodzice mają znacznie ważniejsze problemy. Każdego dnia próbują pogodzić pracę zawodową i samorealizację z wychowaniem dziecka, a do tego znaleźć chodź odrobinę czasu wolnego, który można sporzytkować na odpoczynek czy jakieś hobby. Rodzice wciąż martwią się  tym, jak powiązać koniec z końcem, gdy wynagrodzenia stoją w miejscu lub widmo utraty pracy zagląda w oczy, a ceny w sklepach wciąż rosną. Rodzice myślą także o tym, jak zapewnić swoim pociechom miejsce w żłobkach i przedszkolach, których wciąż jest jak na lekarstwo. To są prawdziwe problemy współczesnej rodziny, ale media widocznie to nie interesuje. To nie jest temat, który można sprzedać w czołówce wieczornego serwisu informacyjnego. To nie jest problem, który ładnie wyglądać będzie na czołówce poniedziałkowej bulwarówki.  Koniecznie musi być dramtycznie, krwawo i pieprznie.

No ale media mówią też o zmianach w kodeksie pracy, które mają pomóc przyszłym i obecnym rodzicom. Póki co to jedynie pomysły, a doświadczenie uczy, że w Polsce od pomysłu do realizacji długa i wyboista droga. A na samym końcu i tak okaże się, że z szumnie zapowiadanych reform komentowanych co dnia, pozostały jedynie drobne zmiany kosmetyczne, które i tak nie wnoszą nic szczególnego. 

Telewizja oferuje przecież także programy edukacyjne. A i owszem. Tych kierowanych do dzieci wyliczyć mogę co najmniej kilkanaście. Dla rodziców… no cóż propozycje dla nich może na palcach jednej ręki uda mi się zmieścić po dłuższym zastanowieniu. Ale tych niosących jakieś pozytywne emocje lub przydatne informacje to już ze świecą szukać. Raz jeden dałem się namówić do obejrzenia  paradokumentu opowiadającego o problemach rodziców poszukującyh idealnej opiekunki. Pomijając już to, że z telewizora wiało nudą i sztucznością, zastanawiam się komu potrzebny jest taki program. "Idealne nianie" to prawdziwe przykłady opiekuńczości i troskliwości. Znalezienie takie osoby to szćzeście dla rodziców. Tak przynajmniej wygląda to na początku programu, bo z ukrytych kamer zamontowanych przez rodziców wyłania się obraz ludzi niebezpiecznych dla dzieci i otoczenia, którzy natychmiast powinni dostać dozór policyjny i wezwanie do prokuratury. Ja rozumiem, że takie wypadki się zdarzają, ale po co od razu kręcić o tym program? To, że dla kasy to też wiem i rozumiem. Tylko czy prawdziwe dzieci grające w tych programach wiedzą, że to na niby, że nikt ich nie skrzywdzi? Tego już niestety nie wiem.

I chyba najlepszym wyjściem z tej sytuacji jest wyłączenia telewizji lub obejrzeniem z dzieckiem bajek bez zbędnej przemocy.  

A jakie są wasze spostrzeżenia? Zapraszam do dyskusji.

Foto: sxc.hu

[qr-code id=”498″ size=”125″]